Przewodnik tatrzański, Tomasz Świst, Oblicza lodu. Szpicbergen 2022 / w budowie /

Oblicza lodu. Szpicbergen 2022 / w budowie /

2022-04-22
Niczym jacyś błędni rozbitkowie na spowitym całunem bieli i gnanych lodowatym wichrem mgieł oceanie, na przekór obfitym dopustom, sprzętowym i zdrowotnym, dreptaliśmy uparcie ku wschodnim wybrzeżom Szpicbergenu, ku lodowcom Ziemi Heer. Śniegi dziewicze i feeria kształtnych sopek, wszystko wciąż jeszcze w pełnym, zimowym, kwietniowym więcej...
zaśnięciu wyciszającym zupełnie barwne kontrasty, doprowadziły nas wreszcie, szóstego dnia wędrówki, do spotkania z potężnym glacjałem. To było czoło lodowca Edvardbreen ponad równusieńką taflą skrywającą głęboko wody Ratjorny. Kryształowy klif przypominał wielką bryłę spękanej ściśle, rysowanej jakimś gigantycznym węgielkiem soli, a sam olbrzymi jęzor z absolutnie księżycowymi widokami na Zachód, był nam szeroką drogą w pełnym słońcu i po omacku, jak również domem u stóp niegasnącego szkarłatem "Alpamayo" Hafjellet na najzimniejszym z biwaków. Spotkanie moren u jego szczytu było miejscem bodaj największego z moich zachwyceń nad przestrzenią od lat. Zaklęta w wiecznych lodach, obwarowana śnieżnymi piramidami głębia nad głębiami Nordsysselbreen i Sulsbreen bez jednej rysy, bez śladu, z wędrującymi światłocieniami. Dłonie i policzki odpadały od mrozu, łzawiące oczy nie nadążały ugasić pragnienia duszy. Coś boleśnie niebywałego. A stamtąd został nam już ledwie, przepleciony czujnym na białe misie biwakiem, dzień drogi ku morskim horyzontom, gdzie też od samego rana i podczas peregrynacji Zatoką Inglefielda niebiosa łaskawiły nam bezchmurnym lazurem. Lody błękitne, lody śpiewające okraszone świeżym tropem polarnego uszatka nieboraka. Arktyka w całym swym ogromie i wielkie szczęście przy nas, bo dnia następnego nad całą zmarzniętą krainą zaległa gęsta mgła.
Raczeni zwalającym z nóg huraganem, wykłuci lodowymi szpilkami w niekończących się rozległościach Kjellstroemdalen gnaliśmy trzy dni potem szukać przygód w odchodzącej w zapomnienie górniczej Sveagruvie. Wytrwałość i nadzieja wyprosiły nam uśmiech od Losu i ciepły kąt z tak pociągającym wieczornym widokiem w głąb fiordu Rindersbukty, że finał naszej eskapady mógł być tylko jeden i mimo chwili wytęsknionego azylu od mrozu i wiatru, wiedzeni na pokuszenie, wszyscy zgodnie pisaliśmy się na jeszcze jedną, wcale odległą gehennę w siarczystościach. Paulabreen w całym majestacie fantazyjnych seraków rumienił się długo w trzaskający ziąb widnej nocy. O poranku bliżej nam było do jego, rozlewającego się śmiało, wielkim, zgruchotanym czołem z południowej strony zatoki, sąsiada - lodowca Scheelebreen, ku któremu podeszliśmy niemal na wyciągnięcie ręki w akompaniamencie grzmotów obrywów, gdzieś w całej gigantomachii setek połyskujących figur, kolumnad, łuków i obelisków, partenonów i ołtarzy tego niby zaklętego w lodową ruinę antycznego polis...
Oblicza lodowców Ziemi Heer. Szpicbergen, kwiecień 2022.
komentarze: dodaj
"Wszystko, co mogę zrobić dla mojego przyjaciela, to po prostu być jego przyjacielem. Nie mam bogactwa, którym mógłbym go obdarzyć. Jeśli będzie wiedział, że jestem szczęśliwy mogąc go kochać, nie będzie pragnął żadnej innej nagrody." - Henry David Thoreau
© 2011-2026 Tomasz Świst ◊ odwiedzin: 5644321 ◊ użytkowników online: 11strony internetowe Łódź ◊ czas html: 37ms